Korespondencja własna
z Tarnopola - Iryna Szremeta.

Ku Europie razem - pomost teatralny Tarnopol-Elbląg


"Elbląska Wiosna Teatralna" dała okazję do przybliżenia wspólpracy pomiędzy dwoma miastami partnerskimi jakimi są Elbląg i ukraiński Tarnopol. Z tej okazji wywiadu udzielili: dyrektor Elbląskiego Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Sewruka - Mirosław Siedler oraz reżyser Teatru im. Tarasa Szewczenki z Tarnopola - Wiaczesław Żyła.


Z jakimi jeszcze krajami poza Polską współpracuje tarnopolski teatr? Z jakimi jeszcze krajami poza Ukrainą współpracuje elbląski teatr?
Wiaczesław Żyła:   Mirosław Siedler:    Teatr im. Aleksandra Sewruka w Elblągu aktualnie współpracuje z dwoma teatrami z Ukrainy (Teatr im. Tarasa Szewczenki z Tarnopola i Akademicki Teatr Młody z Kijowa), ponadto nawiązana została współpraca z Obwodem Kaliningradzkim i z Londynem. Ostatnio doszło do porozumienia z jednym z litewskich teatrów, przymierzamy się do rozmów z Białorusią oraz z Borholmem. Współpracujemy również z Austrią.

Dlaczego właśnie Polska? Jaka jest historia współpracy dwóch teatrów ? Komu to zawdzięczamy? Dlaczego właśnie Ukraina? Jaka jest historia współpracy dwóch teatrów ? Komu to zawdzięczamy?
Wiaczesław Żyła:   Na pierwszym etapie kontakt był przypadkowy. Na drugim etapie to już była współpraca celowa. Wszystko zaczęło się wtedy, gdy delegacja władz naszego miasta odwiedzała Elbląg i podczas jednego z przyjęć między ukraińskim członkiem rządu Włodzimierzem Koszyckim, a Mirosławem Siedlerem zawiązała się rozmowa o możliwej współpracy i później strona polska otrzymała zaproszenie do teatru tarnopolskiego. M. Sledler przyjechał do nas w 2005 r. i właśnie wtedy nawiązały się kontakty. Pierwszy raz oni wystąpili u nas na festiwalu w 2005 r. Potem mnie zaproszono do wyreżyserowania u nich spektaklu "Niedźwiedź" i "Oświadczyny". Następnie przyjechał do nas p. Mirosław - on realizował u nas "Tango" S. Mrożka i "Scenariusz dla trzech aktorów" B. Szaeffero. Kiedy owy spektakl przedstawiano na festiwalu, do nas nawet osobiście przyjechał Szaeffer. Później było moja kolejna realizacja u nich - "Lot nad kukułczym gniazdem" Wassermana. Byłem zaproszony po raz trzeci - zaplanowano realizację spektaklu "Policjanci" - premiera się odbyła 29 marca 2008 r. Mirosław Siedler:   Sukces, jak zawsze, ma wielu ojców a porażka jest sierotą. Wiele osób przyznaje się do nawiązania tej współpracy (co mnie cieszy), ale niewątpliwie największa jest tu zasługa osób, które doprowadziły do mojej pierwszej wizyty w Tarnopolu i rozmów z ówczesnym dyrektorem Michajło Forgielem oraz samego dyrektora Forgiela W maju 2004 roku na zaproszenie otrzymane od Michajło pojechałem z moim kierownikiem technicznym do Tarnopola na wstępne rozmowy. Początkowa atmosfera wzajemnej obserwacji szybko prysła i zamieniła się w atmosferę serdeczności i śmiało powiem - przyjaźni, która istnieje do dziś i rozwija się. Jesienią 2004 odbyły się pierwsze prezentacje naszych spektakli w Tarnopolu a wiosną 2005 szewczenkowcy zaprezentowali się na elbląskiej scenie. Od czasu śmierci Michajło współpraca jest trudniejsza ale dzięki takim ludziom jak Wiaczesław Żyła, Taisa Owczinnikowa czy Igor Saczko nie zastało zaprzepaszczone to co udało się stworzyć. Mam nadzieję, że nowy dyrektor tamopolskiego teatru (teatr funkcjonuje bez dyrektora ponad 1,5 roku!) będzie chciał kontynuować tę współpracę.

Proszę skomentować teraźniejszy dialog kulturalno-artystyczny: Polska Ukraina
Wiaczesław Żyła:   Wydaje mi się, że po pierwsze, łączy nas wspólna historia, podobna mentalność. Już w dniu dzisiejszym nie mamy, czego dzielić - kiedyś walczyliśmy o ziemię, dzieliło nas przeciwstawienie polityczne. Myślę, że dwa tak duże narody, jak polski i ukraiński mogą zrobić dla Europy bardzo wiele. Polska nas popiera we wszystkich naszych poczynaniach politycznych, takich jak: wejście do NATO, do UE. Wydaje mi się, że Ukraina również powinna popierać Polskę. To normalne dobrosąsledzkle stosunki. Chciałbym, aby biznes polsko - ukraiński rozwijał się jeszcze bardziej i nie na pozioma bazarowym, lecz na państwowym. Możemy wielu rzeczy nauczyć się od naszego sąsiada - przeszli prawie taki sam szlak rozwoju, co i my, ale o wiele szybciej i poniósłszy o wiele mniejsze straty. Z tego więc powodu warto od nich czegoś się nauczyć. Mirosław Siedler:    Trudno jest komentować bardzo szerokie zjawisko jakim jest współpraca i wymiana kulturalno - artystyczna pomiędzy naszymi krajami w ostatnich latach. To bardzo duże kraje, o ogromnym dorobku kulturalnym, wielu wspaniałych osiągnięciach artystycznych i wspólnej przeszłości oraz korzeniach. To co dzieje się we współpracy obu naszych krajów w latach ostatnich to powrót do dobrych wspólnych doświadczeń i kulturalnych korzeni, próba wzajemnego, ponownego odnalezienia się naszych narodów w XXI wieku.

Jak Pan zapatruje się na eurointegrację Ukrainy?
Wiaczesław Żyła:   Pozytywny. Myślę, że granice mogą być otwarte. Żadnych szpiegów tutaj nie szkolimy. Wcześniej jak było? Wszyscy się bali, chodzili z psami na granicy. Obawiali się przeniknięcia demokracji, która wszystkich zarazi swoim wirusem. Ale ona już zaraziło i już nie ma drogi powrotnej. Chciałbym, byśmy się przesuwali przede wszystkim na Zachód, a później - na Wschód. A czemu nie? Wschód - to też nie jest źle. Ale, przede wszystkim, jesteśmy państwem europejskim i mamy być w Europie. Po pierwsze, tam jest dużo Słowian, i tam jest dużo Słowian, i mentalność ukraińska jest bardziej demokratyczna, bardziej europejska. A Słowianie wschodni, oni są bardziej zależni od wschodu - ma on na nich ogromny wpływ. To jest widoczne w ich mentalności jeszcze od Tatarów i od Chingischana. Mirosław Siedler:   Uważam, że Ukraina powinna jak najszybciej wejść do Unii Europejskiej. Należy się to Ukrainie i Europie.

Może, Rosja ciągnie na "Wschód" a Polska jest przeciwwagą?
Wiaczesław Żyła:   W danym wypadku nie tylko Polska stanowi przeciwwagę, cała Europa stanowi przeciwwagę. Rosja nie ciągnie nas do siebie - nie chce nas puszczać. Na tym polega zasadnicza różnica. Jedna sprawa clqgnąć, a inna - nie puszczać. Jest to swoisty szowinizm wielkoruski i to już jest w ich mentalności. Wystarczy posłuchać Żyrinowskiego, Putina, który jest tak "dobry" w telewizji, a wszystko, co nie jest jego - "to wszystko złe". Ukraina - to całkiem inne państwo. To nie Rosja i nie Białoruś. Rosja zrobiła wszystko, by zetrzeć Białoruś jako państwo. Z Ukrainą, dzięki Bogu, jest nieco inna sytuacja. Ale na wschodzie Ukrainy trzeba to ludziom tłumaczyć. Na Ukrainie Zachodniej już tego tłumaczyć nie trzeba. Ludność miejscowa częściej wyjeżdża do Europy. Natomiast na Ukrainie Wschodniej jeszcze trzeba odwalić kawał dobrej roboty. Drugie - to kwestia językowa. Język ukraiński ma być językiem państwowym i wystarczy już dyskutować na ten temat. Dyskusje rozwiązują ci, komu to jest wygodne. Należy wszystkich połączyć wokół państwowej idei narodowej. To nie znaczy, że chodzi tutaj o folklor, kawałek słoniny lub szarawary. Chodzi tutaj o zdrowe poczucie przynależności norodowej patriotyzmu. Tak się złożyło, że Ukrainę zamieszkuje wiele narodowości i należy wszystkim nadać jednakowe prawa. Ale podchodzić do tego pytania trzeba z rozsądkiem, bez pośpiechu, nikogo nie poniżając, mamy kroczyć ku Europie. Mirosław Siedler:   Nie bardzo rozumiem pytanie. Jest rzeczą oczywistą, że Rosja będzie ciągnęła na wschód a Polska jako członek Unii Europejskiej będzie orędownikiem Ukrainy na forum unijnym.

Na ile sprawy kultury są uzależnione od polityki? Czy sztuka ma żyć absolutnie samodzielnym życiem?
Wiaczesław Żyła:   Nawet teatrowi narzucają, jak ma pracować - "macie reżyserować to i tamto, bo to jest patriotyczne". Mój punkt widzenia - sztuka ma być poza polityką. Ma się zajmować życiem duchowym człowieka, podobnie jak i Kościół. Mamy oczyszczać, mówić o duszy, o światopoglądzie człowieka i polityki w tym ma być minimum. Jasna rzecz, że nie możemy jej uniknąć, bo istniejemy w społeczeństwie, i jakieś rzeczy polityczne niewątpliwie wywierają na nas wpływ. Ale cel sztuki nie na tym polega, nie na polityce. Sztuka powinna nas łączyć wokół idei narodowej. Ma tłumaczyć, na czym polega idea narodowa, ale nie środkami politycznymi, lecz artystycznymi. Mirosław Siedler:   Tego nie można jednoznacznie określić. W rożnych okresach historii teatr bywał bardzo upolityczniony. Nie sprzyja to twórczości aczkolwiek bywaj ą wy jatki potwierdzające regułę. Bywa też , że teatr wpływa na politykę i nastroje społeczne albo wręcz staje się zarzewiem politycznych konfliktów i ruchów społecznych. (Dziady Dejmka w 68) Czasy jednak chyba się zmieniły i to bardzo. Sztuka powinna być wolna od wpływów i nacisków politycznych jednak nie powinna zostawać obojętna wobec otaczającej nas rzeczywistości. Politycznej też.

Teraz dużo znanych ludzi zajmuje się polityką. Czy Pan by chciał również zająć się polityka?
Wiaczesław Żyła:   Absolutnie nie. Pracować w Parlamencie mają zawodowcy. Fachowo przygotowani prawnicy, politolodzy, socjolodzy, politycy - ludzie, którzy dobrze znają prawo. A u nas tak bywa, że idzie się do polityki, by trochę lżej się żyło, i nikt tam nie myśli o ludziach, tylko o sobie. O ludziach się myśli na końcu. Albo roblą coś, uważając, że robią to dla ludzi, w tym samym czasie nie znając potrzeb ludzi. Mirosław Siedler:   Nie, nie mam takich ambicji ani zamiarów. Chociaż nigdy nic nie wiadomo.

Czy zdarzało się Panu spotkać ze streotypowym postrzeganiem Polaków przez Ukraińców? Od czego takie postrzeganie jest uzależnione i na ile ono odpowiada rzeczywistości? Czy zdarzało się Panu spotkać ze streotypowym postrzeganiem Ukraińców w Polsce? Od czego takie postrzeganie jest uzależnione i na ile ono odpowiada rzeczywistości?
Wiaczesław Żyła:   Oczywiście. Ogólnie są to motywy polityczne. Wielu ludzi nazywa Polaków handlarzami, że są nieszczerzy, ze wszystkiego chcą mieć zysk. Naprawdę to tak nie jest. Owe stereotypy zostały nam narzucone przez system radziecki. Przedtem - carski. To było wygodne dla polityków. Np. był taki przypadek. W latach II wojny światowej moja babcia z czwórką dzieci mieszkała podczas okupacji w Kijowie (dziadka rozstrzelono). Wszedł do mieszkania Niemiec, a mój wujek - malutki w kołysce, zaczął płakać - on bronią rozbił dziecku całą szczękę. Wszedł inny Niemiec, pokazał zdjęcie, powiedział: „też mam dzieci", dał chleba, konserw czekolady. Czyli w każdym państwie jest zarówno człowiek, który postępuje tak, jak ma być. Ale też w każdym kraju znajdzie się wariat. A globalne zetknięcia między narodami wywołują przede wszystkim politycy. Mirosław Siedler:   Stereotypy postrzegania różnych narodów funkcjonują głęboko w świadomości tych, którzy chcą uważać się za lepszych. W negatywny sposób postrzegani są mieszkańcy byłego bloku wschodniego na zachodzie Europy, a jest to zaszłość powojenna; również negatywnie byli i często są postrzegani obywatele byłych Krajów Związku Radzieckiego w Polsce. Pokutują pewne utarte opinie do dziś o Rosjanach, o Ukraińcach; podobnie jak o Polakach na Zachodzie czy w Stanach Zjednoczonych. Wynika to czasem z "reprezentacji" poszczególnych narodów pojawiającej się poza granicami swojego kraju. To bardzo niebezpieczne zjawisko. Weryfikacja tych opinii wymaga wielu lat cierpliwej, systematycznej pracy nad prezentowaniem zupełnie odmiennego wizerunku poszczególnych narodów poza granicami, chociażby poprzez prezentacje dorobku kulturalnego oraz wzajemne bezpośrednie kontakty. To tytaniczna praca, ale niewątpliwie warta wykonania ze względu na efekty, które w przypadku naszej czteroletniej współpracy już są widoczne.

Mając trwałe związki z Ukrainą, czym według Pana różnią się te dwa kraje w obszarze kultury, obyczajności? A w czym są zbieżne? Co Panu jest bliskie z ukraińskiej mentalności?
Wiaczesław Żyła:   Różnice są. Po pierwsze, w stosunku do pracy. W Polsce każdy odpowiada za swój dział pracy, nie pcha się do cudzej sprawy, nie mówi, że „znam się na tym". Każdy zajmuje się tylko swoją pracą. W Polsce tak jest. Przyszedłem, osiem godzin, odpracowałem do 17, później jestem wolny. Mogę pić kawę w ciągu dnia, ale przerwy obiadowej nie ma. l nie można palić, pić alkoholu, i wszyscy się tego trzymją. Czyli istnieją reguły i każdy ich przestrzega. A demokracja - jest to stan, kiedy można wszystko, z wyjątkiem tego, czego nie można. A u nas mamy chyba jakieś wykrzywione pojęcie demokracji. U nas można wszystko oprócz przestrzegania litery prawa. Podobieństwa są w poglądach na życie, w rozumieniu rodziny, w stosunku do rodziców i dzieci, w rozumieniu swego gniazda rodzinnego - każdy zajmuje się budowaniem swego domu rodzinnego. W tym są podobieństwa. Mentalność podobna, historia ogólna, wartości takie same - oni wierzący i my również. Podobne jest poczucie humoru. To jest niemało ważne, iż humor rozumiemy jednakowo. Gdyby posadzić obok Ukraińca Amerykanina - on nie rozumie naszego humoru, mamy całkiem różne rozumienie humoru, a u Polaków z nami podobnie. Mirosław Siedler:   Oba nasze narody to narody słowiańskie - to nas łączy tzw. słowiańska dusza, otwartość, bezpośredniość, serdeczność i gościnność. Podobnie czujemy i odbieramy sztukę. Łączy nas też wiele lat wspólnej historii i nie jest to bez znaczenia. Jesteśmy bardzo podobni, przeżywaliśmy podobne klęski i katastrofy narodowe. Nasze narody przenikały się, żyły w przyjaźni i walczyły na przemian ale wciąż byliśmy blisko siebie. A w ukraińskiej mentalności najbliższa jest mi ukraińska radość życia i pragnienie swobody bardzo podobno do polskiej aczkolwiek polska mentalność już podległa wpływom z zachodu. Stała się przez to bardziej chłodna i zamknięta.

Co w polskiej kulturze teatralnej wspólne a co odmienne od ukraińskiej?
Wiaczesław Żyła:   Jest jedna ważna odmienność w stosunku do sztuki. W Polsce lubią sztukę inteligentną. Tam nie idą do widza, a odwrotnie - ciągną widza za sobą, do czegoś wyższego, do sztuki, do szerszego światopoglądu. U nas jest odwrotnie - widz potrzebuje, żebyśmy się opuszczali do jego poziomu, szli do folkloru. W Tarnopolu teatr lubią, szanują. To przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Jeżeli chodzi o sztukę, istnieje następująca zasada - im prościej na scenie, czyli prymitywniej - tym lepiej to odbiera publiczność. To paradoks. W teatrach istnieje wiele rozbieżności. Polacy poszli daleko do przodu, rozwijają sztukę. Np. Elblqg - niewielkie miasto, a w repertuarze Charles Dickens "Legendą o Bożym Narodzeniu", później Molier „Torituf", teraz Mrożek „Policjanci", dalej "Czekając na Godota" Samuela Becketa. I proszę mi uwierzyć, są pełne sale. Tam jest odpowiednia estetyka i odpowiednie utwory literackie. Oni prowadzą zą sobą od młodzieży do starszego pokolenia do przodu - do szczytów artystycznych. Nie my prowadzimy widza, a on nas ciągnie za sobą. To jest wielki błąd. Dalej - jak pisał Towstonogow - u nas prawie nie istnieje współczesne dramatopisarstwo. A współczesne polskie dramatopisarstwo istnieje, i pisze bardzo wielu - i młodzież, i ludzie w średnim wieku, i pokolenie starsze. Drobny problem bytowy może urosnąć do rangi problemu duchowego całego społeczeństwa. Konflikt między żoną i mężem może wyrosnąć do globalnego konfliktu między mężczyznami a kobietami. A u nas odwrotnie - dramatopisarz stara się wziąć coś globalnego i sprowadza to wszystko do problemu, który nic nie jest wart. Są niektóre inne rzeczy. U nich jest bardzo modny teatr polityczny. U nas nie ma tego. Prawda, teatr polityczny stnieje niedługo - tylko w pewnym czasie, w odpowiedniej sytuacji, jest problem - jest teatr. Jest dużo rzeczy, o których oni mówią o wiele swobodniej aniżeli my. Np. stosunki płciowe. O wiele prościej do tego się odnoszą. My od razu zaczynamy fałszywie wykrzykiwać: „och, my takiego w życiu nie robimy". Oni mówią o tym otwarcie i to nikogo nie szokuje. U nas, jeżeli pieniądze - to od razu dużo. U nas - polarny śwlatopoglqd, u nich - środkowy. Oni moją większe pensje, lepsze warunki pracy, lepszy stosunek do teatru etc. Tam ludzie inwestujq pieniądze w teatr - prywaciarze, mecenasi, sponsorzy. Ich teatr ma prawo - w normalnym rozumieniu - uprawiać biznes, czyli wszystko, co aktor zarobił - ma prawo wydać na swoje potrzeby. Wszystko zarobione przez teatr - idzie na potrzeby teatru, przy czym on jeszcze otrzymuje dotacje państwowe. U nas, niestety, przy tym, że mamy dotacje państwowe, pieniądze, które zarabiamy w całości, nie możemy wykorzystać na własne potrzeby. Mirosław Siedler:   To oddzielny temat na książkę. Częściowo odpowiedziałem powyżej.

Czy można mówić o zasadniczych różnicach pomiędzy "polską" a "ukraińska' aktorskimi szkołami?
Wiaczesław Żyła:   Oczywiście, są różnice. Po pierwsze, szkoła ukraińska zawsze opierała się o system Stanisławskiego. Ale jednak różniła się od rosyjskiej, nie zagra aktor ukraiński tak jak rosyjski. Ukraiński może zrobić to lepiej, ale to będzie inaczej! Tak samo szkoła polska zawsze opiera się o system przygotowania aktorów według Jerzego Grotowskiego. A on z kolei też opierał się o system Stanisławskiego, tylko rozwijał go odpowiednio do swoich korzeni i mentalności. Mianowicie, przygotowanie aktorów też się różni. Najprostszy przykład - u nas na Ukrainie staramy się każdego studenta nauczyć śpiewu solowego. Tam tego nie robią. W Polsce niekoniecznie trzeba mieć świetny głos - trzeba umieć śpiewać duszą. l tam wszyscy śpiewają, nie boją się tego robić. Choć tam średnio statystycznie ludzie, umiejących śpiewać, jest mniej niż na Ukrainie, ale oni śpiewają więcej. A u nas wymagany jest tylko świetny głos. Mamy nieco inny system przygotowania spektaklu. W Polsce, gdy się przychodzi na drugą próbę, aktorzy już znają tekst. A u nas nawet tydzień przed premierą aktorzy mogą nie znać tekstu. Nauczyliśmy ich tak, że, nie śpiesząc się, mają zrozumieć tekst. To wszystko świadczy o porządku i o odpowiednim poziomie. Tam nikogo nie trzeba zmuszać, wszyscy pracują. Normalnie, spokojnie, planowo. A u nas wszystko chaotycznie - to pieniędzy brakuje, to rozumu. Przede wszystkim, rozumu. Mirosław Siedler:   Nie ma takich zasadniczych różnic. Może jedynie to, iż ukraińscy aktorzy mniej śmiało proponują. Oczekują „ustawienia" spektaklu przez reżysera, natomiast polscy aktorzy starają się być bardziej samodzielni, aktywni w propozycjach scenicznych. Ale może być zupełnie inaczej w teatrach, których nie znam.
W Pana pracy jako reżysera ("Niedźwiedź" czy "Oświadczyny") wynikały problemy z integracją i wzajemnym porozumieniem z polskimi aktorami? W Pana pracy jako reżysera ("Tango" i inn.) zdarzały się problemy z integracją i wzajemnym porozumieniem się z ukraińskimi aktorami?
Wiaczesław Żyła:   Były nieporozumienia. Przede wszystkim z tego powodu, że nie znam języka. Czasami to nawet dochodziło do śmiesznych sytuacji. Ale nie będziemy o tym opowiadać czytelnikom... bo to jest delikatny temat. Mirosław Siedler:   Żadnych szczególnie wyjątkowych problemów nie było. Może początkowo z wzajemnym zrozumieniem uwag reżyserskich i ich realizacją. Podobnie bywa również w Polsce reżyser musi znaleźć swój język z aktorami. Natomiast kłopotów z integracją nie było żadnych a wręcz przeciwnie nastąpiła ona bardzo szybko i zaowocowała przyjacielskimi relacjami i wzajemnym szacunkiem.

Czy widoczna jest panu różnica pomiędzy polską a ukraińską publicznością?
Wiaczesław Żyła:   Myślę, że zasadnicze różnice nie istnieją. Jeżeli jest dobrze wyreżyserowany spektakl - to widzowie go odbierają jednakowo, czy to na Ukrainie, czy to w Polsce. Jeżeli spektakl dotarł do serca i rozumu widza - znaczy zadania dokładnie zostały wykonane i to zawsze ma odgłos wśród widzów. Kiedy Jeździliśmy ze spektaklem "Nie było sadzone", to polscy widzowie, nie znając języka, po jego zakończeniu wychodzili i płakali, było zrozumiałe o czym jest ten spektakl. Oni powiedzieli "inne, ale zmusiło nas to przeżywać razem z bohaterami". Cel cel został osiągnięty. Mirosław Siedler:   Nie widzę różnic.

Czy możliwe jest wystawienie dużej sztuki granej przez aktorów z obu miast, która była by zagrana naprzemian w Elblągu i Tarnopolu? Czy taka myśl to fantastyka?
Wiaczesław Żyła:   Są takie projekty. Gorsze jest to, że nie możemy tego zrealizować. Np. spektakl "Tango" jest w repertuarze u nas i w teatrze elbląskim tego samego reżysera M. Siedlera. U niego powstała idea, że nasi aktorzy przyjadą i będą grać razem z polskimi w spektaklu Mrożka w języku ukraińskim, a odpowiednio Polacy - w języku polskim, i być może coś takiego później zrobić u nas. Wszystko będzie zrozumiałe i dla Polaków, i dla Ukraińców, ale jednocześnie będzie to niezwykłe. Mirosław Siedler:   Nie jest to fantastyka. Są takie plany od dawna. Niestety brak dyrektora tamopolskiego teatru pozbawił nas partnera do rozmów i ustaleń. Jestem jednak dobrej myśli i głęboko wierzę w to, że dojdzie do realizacji takiego przedsięwzięcia.

Czy ukraińscy aktorzy potrafiliby zagrać spektakl w języku polskim? Czy polscy aktorzy potrafiliby zagrać spektakl w języku ukraińskim?
Wiaczesław Żyła:   To jest trudne. Trzeba dobrze znać język. Choć jest wielu aktorów z Rosji, krajów nadbałtyckich, którzy pracują w teatrze polskim, i którzy nauczyli się języka polskiego. Powiem jednak, że przestawienie się na język polski podczas wyjazdów nie jest potrzebne. Cenią nas za to, że jesteśmy teatrem ukraińskim, a ich - za to, że są polskim. Ciekawie jest zobaczyć, jak zagrają Szekspira Polacy, Gruzini i Ukraińcy. Jest właśnie to ciekawe, jak rozumieją jednego autora różne narody. Tym się różnimy, ale jednocześnie, w tym jesteśmy ciekawi. Mirosław Siedler:   Tego nie wiem. Pewnie tak. Wszystko zależy od czas i indywidualnych umiejętności lingwistycznych.

Współpraca dwóch teatrów to tylko wystawianie spektakli i reżyserskie eksperymenty. Czy jest możliwa współpraca i w innych dziedzinach?
Wiaczesław Żyła:   lstnieją pewne idee, ale trzeba szukać zwolenników. To niewielkie lokalne występy gościnne Ukraińców dla Polaków, Polaków - dla Ukraińców. To łączy narody, usuwa stereotypy, zapoznaje z inną kulturą, która jest bardzo podobna do naszej. W perspektywie myślę o założeniu wspólnej polsko-ukraińskiej szkoły aktorskiej. Część studentów z Ukrainy, a część z Polski. Zajęcia mieliby prowadzić częściowo aktorzy ukraińscy, a częściowo - polscy Zajęcia miałyby się odbywać: kolejno w Tarnopolu i Elblągu. Myślę, że dzięki dobrej organizacji wszystko to można zrealizować. To byłoby bardzo ciekawe. Tak samo, jak i przygotowanie teatrologów. Polscy przyjeżdżają do nas i poznają teatr wschodni, a my jeździmy do nich i otwieramy dlanaszych widzów, swoich fachowców, teatr europejski. Bardziej szczegółowy, taki, którego można "dotknąć". Przecież teatr - to sztuka przejściowa, dzisiaj ona jest, a nazajutrz jest już coś innego. Poza tym, nawiązuje się stosunki biznesowe, całkiem inny stosunek obcowania między narodami. Mirosław Siedler:   Czasem są możliwe rzeczy niemożliwe. Ciągle myślimy o kolejnych możliwościach, projektach. Jestem przekonany, że nowy dyrektor tamopoiskicgo teatru włączy się do wspólnego myślenia i wspólnie stworzymy zupełnie nowe wartości.

Przypuśćmy, że Pan nie byłby reżyserem, to kim by wtedy był?
Wiaczesław Żyła:   Gdybym nie był bym reżyserem, zostałbym aktorem, gdybym nie był aktorem -zostałbym reżyserem. Żeby być reżyserem, myślę, że wcześniej trzeba popracować w teatrze na wszystkich stanowiskach, by poznać, jak się "tworzy" teatr. Pracowałem kiedyś jako robotnik na scenie, w pracowni kostiumów oraz w pracowni radiowej. Sprzedawałem bilety i byłem administratorem, ale bardzo krótko. Szukałem sponsorów, byłem managerem i zostaję nim dotychczas. Reżyser - to nie tylko realizacja sztuk, ale również organizacja pracy teatru. Pomimo teatru był też film, ale to jeszcze w czasach aktorskich. Mirosław Siedler:   Takie pytanie brzmi trochę jak pytanie do kandydatki na Miss; Gdyby Pani mogła być zwierzęciem to jakim i dlaczego? To żart. Tego nigdy nie wiemy. Musielibyśmy rozpocząć nasze życie jeszcze raz i dopiero wtedy moglibyśmy się przekonać.

Czego człowiek potrzebuje do szczęścia?
Wiaczesław Żyła:   Przepis na szczęście nie istnieje, Teatr - to szczęście ze wszystkimi jego wadami i problemami. Pokonałeś jakiś problem - to szczęście, co prawda krótkotrwałe. Zrealizowałeś kolejny spektakl, który ma powodzenie - to szczęście. Dzieci są zdrowe - to szczęście. W rodzinie spokój i miłość - to szczęście. Mirosław Siedler:   Pewnie każdy czego innego. W "Zemście" Aleksandra Fredry Klara mówi do Papkina : "Jeśli nie chcesz mojej zguby krokodyla daj mi luby". Ale aż tyle do szczęścia nie jest mi potrzebne.

Pana nastawienie do życia. Pana życiowa dewiza?
Wiaczesław Żyła:   Można byłoby powiedzieć "wszystko od razu i to dużo" Żartuję. Życie należy odbierać takim, jakim ono jest, filozoficznie. Postrzegać w świecie jak najbardziej ciekawego, nikomu nie zazdrościć, pomagać, sprawiać ludziom przyjemność, cieszyć się z czyjegoś szczęścia. Wszystko jest napisane w Biblii. Mirosław Siedler:   Tu może inny cytat z piosenki Marka Grechuty:
"Żyj tą nadzieją co mieli Kolumb albo
Bach
Żyj tą nadzieją dla, której Chaplin
Wdziewał łach
Żyj z tym uśmiechem, który Mona Liza
Ma
Żyj tym oddechem, który maratończyk
Zna
Żyj - aby tym co żyli spłacić pewien
Dług
Tym co przed laty brali w sztywne ręce
Pług
Dla swoich dzieci, wnuków szykowali
Świat
Prze tyle gorzkich, trudnych
I niewdzięcznych lat"

Jakie wrażenia sprawia na Panu Elbląg? Czy zamieniłby Pan Tarnopol na Elbląg? Jakie wrażenia sprawia na Panu Tarnopol? Czy zamieniłby Pan Elbląg na Tarnopol?
Wiaczesław Żyła:   Bardzo przyjemne, Lubię małe, spokojne, piękne miasteczka. Takie, w których można spokojnie pospacerować uliczkami, można wpaść do baru, posiedzieć, wypalić papierosa i wypić kilka kufli piwa. Nie wiem czy bym się przeniósł. Dostałem taką propozycję. Ale ktoś musi i tu pracować. Jeżeli wszyscy wyjadą, kto będzie tu zajmował się rozwojem tego wszystkiego? Ale u nas wszystko jest bardziej skomplikowane. Tak jakoś dziwnie. Już to się odczuwa od razu po przekroczeniu granicy. Od razu widzimy rozbite drogi i jakoś nie możemy dać sobie z tym rady. Mirosław Siedler:   Tarnopol jest pięknym miastem, cudownie położonym i ze wspaniałymi mieszkańcami. Mam ogromny szacunek i podziw za odbudowę i rozbudowę w okresie powojennym. Może trochę szkoda, że zniknęły niektóre pomniki i budynki ale cóż ...takie były czasy. A czy zamieniłbym...? Hmm..nie zastanawiałem się.

Ma Pan jakieś życzenia dla Pana kolegi Mirosława? Ma Pan jakieś życzenia dla Pana kolegi Wiaczesława?
Wiaczesław Żyła:   Dla Mirosława? Życzę mu sukcesów, żeby nigdy nie poprzestawał na osiągniętych sukcesach, a kroczył do przodu. Życzę zdrowia, bo tego bardzo potrzebuje. Życzę tego, by z nim współpracowali utalentowani aktorzy i reżyserzy. Życzę mu więcej spokoju i sił życiowych. Mirosław Siedler:   Zawsze mam najlepsze życzenia dla mojego przyjaciela na Ukrainie. Życzę wszystkiego lepszego niż do tej pory i to w każdej dziedzinie.
DZIĘKUJĘ serdecznie za rozmowę życząc sukcesów życiowych oraz owocnej współpracy, ku zadowoleniu mieszkańców, obu zaprzyjaźnionych miast.